„— O pani! — rzekł z emfazą. — Wciąż, z robótką Śliczny, śliczny laufer.
Rozległ się stonowany dźwięk fletu. Sztajsowa (jakoś bardzo szybko) gdzieś schowała swój poprzedni wyraz niezadowolenia. Szare wilgotne oczy znów zapowiadały przedziwne figle. Rzekłbyś poza tym, że w Leonie Wachickim coś ją zdumiewało. A może i samo życie wydawało się jej zdumiewające Flecik się powtórzył.
— Przepraszam, to u mnie nerwowe. Ja się trochę zacinam — wyłtumaczyła. — To kapa na łóżko. ObstaloWał ją mój znajomy przed samą swoją śmiercią. Dzień dobry panu.
— Przed śmiercią, cha. Dlaczego, jak to, przed samą śmiercią
— No, mój Boże, przecież ludzie umierają — Oczy jej W dalszym ciągu zapowiadały figle, czy oby jednak stosowne Bo i co figlarnego mogło być w tym, że ludzie umierają.
— Cha, naturalnie — odrzekł lekko, acz prawdę powiedziawszy uczuł się zbity z tropu.
Wyjął spod pachy książkę i pomachał nią.
— Przyniosłem z sobą coś do czytania... Pomyślałem, że u państwa w ogródku czegoś.się napiję, no i...
— Deszcz! —i westchnął zniechęcająco dzierżawca. — Deszcz panu zaraz przeszkodzi. Nie warto, proszę łaskawcy, moknąć.
— Ba!...
Wtem Sztajs, doszukujący się wszędzie aluzyjności, ożywił się i czarnym wzrokiem obszukał Wachickiegc.“(3)
strona www |korepetycje |Sklep motocyklowy